Zgadzam się z kimś, kto u was pisał, że Olsztyn nie radzi sobie ze
śniegiem. U mnie na osiedlu też jest pełno nieodgarniętego błota. Jak
już ktoś odśnieża ulice to robi to po
„mistrzowsku”: spycha błoto pośniegowe na brzeg trawnika. Wystarczy, że
mróz na chwile puści i cała zawartość trawnika wylewa się na chodnik.
To jakiś koszmar – ludzie nie mogą przejść, a samochody ślizgają się w
miejscu. Nikt nie odśnieży tego jak należy, bo po co? Można pominąć
ulice wewnętrzne, wijące się między blokami, bo przecież mieszkańcy
danego osiedla „jakoś sobie poradzą”. Ta, jasne, tylko jakim kosztem?
Sam mam auto i najlepsza zabawa jest, kiedy koła zjadą z wyjeżdżonych
„torów”. Tak się dzieje jak ktoś chce skręcić, żeby zaparkować.
Normalnie trzeba wjechać z rozpędu, by móc wykorzystać jakiekolwiek
miejsce parkingowe. Jak parkuje u wjazdu na podwórko i utknę w tym
błocie, to żadne auto nie może wjechać ani wyjechać z podwórka. A mam
jeszcze świadomość, że moje podwórko nie jest najgorsze, . Już
przywykłem do tego, że trzeba rozbujać furę albo wjechać z rozpędu.
Tylko czy mamy osiemnasty wiek? Czy XXI? Mam poważne wątpliwości.
Mieszkaniec (4.02.)
Wkorzystano zdjęcia redakcyjne.
|