Policyjne samochody




Czytelnik: to nie miejsce na zegar! Email


Mieszkam przy ulicy Wilczyńskiego i codziennie przejeżdżam przez słynne olsztyńskie skrzyżowanie. Jedyne takie w mieście, które ma na próbę zainstalowany elektroniczny odmierzacz czasu. Wszyscy tak zachwalali, że upłynni ruch na skrzyżowaniu, bo będzie pokazywał kierowcom, ile im zostało sekund do zielonego, żeby od razu wrzucili bieg i w porę ruszyli spod świateł. A co się okazuje? Że chyba drogowcy wybrali kiepskie miejsce na instalację debiutującego zegara.

Powód jest prosty. Tak prosty, że szok. Toż zamontowali ten zegar na skrzyżowaniu, po którym jeżdżą głównie ci sami kierowcy – mieszkańcy olsztyńskiej sypialni! Po co więc tym ludziom zegar pokazujący im czas do zielonego, skoro oni wiedzą jak nikt inny, kiedy to zielone się zaświeci! Codziennie pokonują to skrzyżowanie jadąc do pracy, wracając z pracy, jadąc do marketu, wracając z marketu, jadąc po dzieci i wracając z dziećmi. To oczywiście tylko przykład, ale naprawdę, małpa by się nauczyła, kiedy się zapali zielone. Bez żadnego zegara! Proste spostrzeżenie – ci przejadą, my jedziemy. Proste! Każdy koczujący w korkach na swoim osiedlu zna na pamięć sekwencję świateł.

Dlatego uważam, że zegary powinny wisieć na takich skrzyżowaniach, przez które przejeżdża mnóstwo „przypadkowych” kierowców. To na przykład skrzyżowania nieopodal Śródmieścia czy dworca. Przez Centrum przejeżdżają ludzie w różnych celach: do pracy, ale też do sklepów, na Starówkę, do urzędów czy od tak, tylko przejazdem. Wielu z tych kierowców może bywać w wiecznie zatłoczonym centrum jedynie raz na jakiś czas, a co za tym idzie – nie znają sekwencji świateł. I wtedy zegary odmierzające czas mają sens!

A tak, na swoim własnym podwórku, ludzie są cwańsi od zegarów. Zwłaszcza ci dojeżdżający do Olsztyna od strony ulicy Jarockiej. Tam nie ma problemu z opóźnionym startem spod sygnalizatora, bo wyczekujący w długaśnych wężach kierowcy wypatrują zielonego jak kania dżdżu. A niech tylko któryś zaśpi, to od razu postawią go na nogi trębacką serenadą. Także moim zdaniem my na Jarotach zegarów nie potrzebujemy. Ale dobrze by było, jakby pojawiły się one tam, gdzie ludzie są tylko przejazdem i naprawdę nie są w stanie przewidzieć, kiedy zapali się zielone szczęście.

Maciej P. (9.03.2010)
Fot. Archiwum redakcji

Przypominamy, że możecie Państwo wysyłać swoje listy na adres Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć . Redakcja zastrzega sobie prawo do adiustacji powierzonych materiałów.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »