Policyjne samochody




Czytelniczka: mammograficzny problem Email

Tyle się słyszy o tym, że wystarczy w miarę regularnie robić sobie mammografię, by uchronić się od raka piersi. Tyle razy widziałam w telewizji wypowiedzi specjalistów, że mammografia to najlepsza metoda wczesnego wykrywania raka piersi, więc kobiety powinny zmienić swoje nastawienie i wykorzystywać tę szansę. Mój przypadek jednak pokazuje, że czasem to tylko czcze gadanie.

Strasznie mnie bolało pod pachą, nie mogłam spać po nocach. Poszłam więc do lekarza rodzinnego, który stwierdził, że bóle pod pachą to prawdopodobnie pochodna bólu kręgosłupa. Poradził jednak, aby dla pewności zrobić jeszcze mammografię. Aby jednak wykonać to badanie, potrzebne jest skierowanie. I tu zaczyna się zabawa. Powiedziano mi w rejestracji jednej z dużych olsztyńskich placówek medycznych, że aby zdobyć skierowanie na mammografię, to trzeba udać się do lekarza onkologa. Poinformowano mnie ze stoickim spokojem, że owszem, mogę od ręki zarejestrować się do onkologa. Na sierpień…


Tymczasem ból pod pachą narastał. Szedł od piersi, wcale nie od kręgosłupa. Zaczęłam szukać w internecie telefonów do innych jednostek, w których pracują onkolodzy lub przeprowadzana jest mammografia. Część znalezionych przeze mnie telefonów była nieaktualna, bo okazało się, że taka a taka firma trudniąca się badaniami mammograficznymi splajtowała. Dzwoniłam po różnych placówkach, wszędzie zapisy na odlegle terminy. Byłam nawet gotowa sporo zapłacić za to prześwietlenie, tak bardzo mnie bolało. Powiedziano mi jednak, że również na prywatne badanie mammograficzne niezbędne jest skierowanie od onkologa. Nawet prywatnie, gdzie wykładam pieniądze i po prostu chce konkretną usługę, która przecież nie jest jakimś egzotycznym wymysłem! Rzecz jasna nie miało znaczenia to, że mi nie chodzi o żadne profilaktyczne badanie robione dla lepszego samopoczucia, ale że bardzo mnie boli i po prostu musze zrobić je jak najszybciej.


Zdaję sobie sprawę, że mogę być tylko niefortunnym wyjątkiem. Zawsze jednak sądziłam, że tak podstawowe badanie jak mammografia jest bardzo dostępne dla kobiet. Tam, gdzie się dowiadywałam, zapisy do onkologa kończyły się dopiero na lipcu lub sierpniu, a przecież do tego czasu człowiek nie wytrzyma z tego bólu. Sądzę, że na pewno dałoby się to jakoś inaczej załatwić, może po prostu trafiałam do nieodpowiednich jednostek, do nieodpowiednich ludzi? Muszę jednak podkreślić, że ja miałam do dyspozycji internet (żeby szukać informacji, telefonów, adresów) oraz samochód (żeby dojeżdżać do kolejnych placówek). Poza tym ból pozwalał mi jeszcze jakoś funkcjonować. A co z ludźmi, którzy nie mają podobnych luksusów? Jak poradziliby sobie w podobnej sytuacji?


Stała Czytelniczka (30.04.2010)

Fot. Wikipedia; zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »