Mateusz Iwaszczyszyn: Zdążyć przed panią Demencją

  • 11.06.2019, 09:18
  • Paweł Lik
Mateusz Iwaszczyszyn: Zdążyć przed panią Demencją Fot: Elwira Iwaszczyszyn
Mateusz Iwaszczyszyn – gitarzysta, basista, kompozytor, autor tekstów, aranżer, solista. Człowiek orkiestra. Współpracował m.in. z zespołami: Trzeci Oddech Kaczuchy, Kaczki z Nowej Paczki, Duo Xero, Czyści jak Łza, Kabaret Piosenki Smutnej. Od najmłodszych lat fascynuje się muzyką jazzową, co znajduje odbicie w jego twórczości. Jest pomysłodawcą i współproducentem „Dżeztiwalu” w Dobrym Mieście, imprezy łączącej różne formy muzyki jazzowej, poezji śpiewanej i kabaretu. 

Co lub kto wpłynął na Twoje muzyczne zainteresowania?

To bardzo ciekawa historia. Zobaczyłem kiedyś u kolegi gitarę. Miałem wtedy 19 lat. Pomyślałem sobie, jaki to piękny instrument, o ciekawym kształcie. Ponieważ nie umiałem grać, przyglądałem się, jak gra kolega. Jak on na chwilę gdzieś wychodził, chwytałem za instrument, a ponieważ jestem leworęczny, tak chwytałem, jak umiałem. I tak to się zaczęło.   

Grasz na odwróconej gitarze?

Gram na odwróconej, ale struny nie są przełożone. Podobnie grał Jacek Kaczmarski. Z tego powodu mogę zagrać na każdej normalnej gitarze, oprócz takiej, która ma przełożone struny. Jestem samoukiem… nie tylko jeśli chodzi o muzykę (śmiech).

Jakie były Twoje pierwsze muzyczne doświadczenia?

Zawodowo zaczynałem jako muzyk. Wkrótce pojawiły się różne, fajne możliwości. Pomyślałem, dlaczego nie? Tu wesele, tam chrzciny i kiedyś na takim weselu, gdzieś pod Kielcami, wpadł ktoś na salę z okrzykiem: Thelonious Monk na Jazz Jamboree się pojawi. Kiedy? Jutro! Myślę sobie, nie, no muszę być! Skończyło się wesele, gitarę pod pachę i jadę szybko do Warszawy.
Wpadam do Kongresowej, a właśnie Thelonious wychodzi na scenę, macha z daleka i zaprasza mnie do garderoby. Czekam niecierpliwie i po koncercie pukam do drzwi. Wchodzę bez problemu, nie ma żadnych ochroniarzy. Thelo zobaczył moją gitarę, wziął ją do ręki i zagrał mi parę kawałków. Nie wiedziałem, że oprócz pianina, potrafi także grać na gitarze. W taki sposób zaraził mnie swoją muzyką i miłością do jazzu. I tak już zostało.  

Jest to bardzo wiarygodna historia, zwłaszcza, że fizycznie jesteś bardzo podobny do śp. Tomasza Stańko, znakomitego jazzowego trębacza, może więc Cię z nim pomylił?

Tego nie wiem, ale swego czasu, kiedy grałem na dancingach w legendarnym, olsztyńskim DŚT, raz w tygodniu pojawiali się zaproszeni goście. Tak się złożyło, że przyjechała krakowska Piwnica pod Baranami, grupa Osjan i właśnie Tomasz Stańko, jako gość Osjana. Piotr Skrzynecki biega po scenie, a Ewa Demarczyk zobaczyła mnie i krzyczy: znam tego gościa! Okazało się, że jestem podobny do ich operatora świateł. On podszedł do mnie, przyjrzał mi się, zaprowadził do Ewy Demarczyk i przedstawił jako swojego brata. Dopiero wtedy skojarzyłem, że to Ewa Demarczyk, bo Piwnica grała trochę później. Patrzę, wychodzi ta pani, co mnie wcześniej przywitała. Z Tomaszem Stańko poznałem się na korytarzu. Też zauważył, że jestem do niego podobny. Mieliśmy nawet na sobie identyczne swetry. Chyba się zapiszę do jakiegoś klubu sobowtórów.

Z dancingu trafiłeś w końcu do kabaretu?

Razem z Andrzejem Rojkiem graliśmy w kapeli Pod Żaglami. Duże przeżycie. Kiedy Trzeci Oddech Kaczuchy zaczął robić ogólnopolską karierę, ściągnęli nas do siebie. Nigdy nie myślałem, że będę grał w kabarecie. Nie miałem takich skłonności. Całe życie ciągnęło mnie do jazzu. Po Trzecim Oddechu były Kaczki z Nowej Paczki, potem Duo Xero z Jarkiem Śpiewankiewiczem. Nazwę wzięliśmy od afiszy, których było pełno w każdym mieście. Xero to była wtedy najpopularniejsza usługa. Mieliśmy więc darmową reklamę. Rok, może dwa graliśmy także ze Stefanem Półtorakiem, znakomitym aktorem i lalkarzem. Potem na 15 lat porwali mnie Czyści jak Łza. To był mój estradowy uniwersytet. Czyści trafili do mnie, bo szukali kontrabasisty. Miałem w domu pożyczoną wiolonczelę, brząknąłem coś na niej... nie byli zadowoleni, bo miny mieli dziwne. Po jakimś czasie kupiłem akustyczną gitarę basową i trafiłem do zespołu. 

A skąd pomysł na organizację Dżeztiwalu w Dobrym Mieście?

W Olsztynie nie ma miejsca, gdzie można by było sobie pograć jazzowo. Pomyślałem, że jak będzie jakaś większa sprawa, jakiś festiwal, to może się coś zacznie. Nie było jednak większego zainteresowania tym pomysłem wśród instytucji zajmujących się kulturą w naszym mieście, więc spróbowałem w najbliższej okolicy. Ówczesny burmistrz Dobrego Miasta nosił nazwisko Trzaskowski. Przecież to jazzowe nazwisko! Początkowo zaproponował koncert w amfiteatrze, ale później ofiarował mi starą stodołę, gdzie mieściła się hurtownia warzyw i owoców. W ciągu trzech dni zamieniła się w festiwalową scenę. Na widowni bywali ludzie z całego regionu, a na estradzie artyści z całej Polski. 

W przestrzeni artystycznej funkcjonujesz nie tylko na scenie, ale również w domu, bo Twoja żona Elwira to znana olsztyńska plastyczka i malarka.

Budzę się rano, otwieram oczy, a tu dookoła mnie obrazy. Muzyczne i do tego jazzowe (śmiech). Elwira m.in. projektowała i projektuje większość plakatów dotyczących moich artystycznych działań i zespołów z którymi współpracowałem i współpracuję. Dobrze jest mieć własnego plastyka w domu (śmiech).

19 maja tego roku w Kamienicy Naujacka miał miejsce Twój benefis 55-lecia obcowania z gitarą, o dość intrygującym tytule „Zdążyć przed Panią Demencją”.

Nasiąkłem kabaretem przez tyle lat pracy z rożnymi „świrniętymi” osobnikami i widzę, że niektórzy koledzy (i koleżanki) i ja też, mamy problemy z pamięcią. Dzwonię do kolegi, zapraszam go na benefis, a on mówi: czekaj, zapiszę sobie, gdzieś mam kartkę… gdzie ta kartka… o! Ale co ja miałem zapisać? (śmiech). Młodszy ode mnie. Od paru lat miewam sny, w których słyszę i widzę muzykę w postaci akordów, które kładę na gryfie. Widzę te akordy, słyszę muzykę, słyszę barwę gitary... Budzę się i pamiętam to przez godzinę, ale potem... zapominam. Szkoda, prawda? Bo może to były jakieś niezwykłe muzyki? (śmiech). 

Po tylu latach pracy na scenie, na pewno masz w pamięci jakieś ciekawe zdarzenie?

Jedno z nich przypomniał mi ostatnio Jarek Śpiewankiewicz. Jako Duo Xero byliśmy na Targach Estradowych w Łodzi. Przewodniczącym jury był prof. Aleksander Bardini. Dzień wcześnie odbyła się próba, wszystko zostało poukładane zgodnie ze scenariuszem, miało być przepięknie, bo na scenie wystąpi mnóstwo znakomitych artystów. Przychodzimy na koncert, a tu okazuje się, że wszystko się zmieniło, bo pan akustyk, ogromne chłopisko, leży pijany na konsolecie. Nikt go nie może dźwignąć, bo jest za ciężki. Jedyne wyjście, to nowa konsoleta, nowe ustawienia i zmiana całego programu. Dało radę, bo Polacy są zdolni. Do wszystkiego (śmiech). 

Dziękuję za rozmowę
Andrzej Zb. Brzozowski

Paweł Lik

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.zycieolsztyna.eu z siedzibą w Olsztynie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Wachowski
Wachowski 11.06.2019, 11:36
Nie dotarłem, ale rozmowę z Tobą Mateo mam i noszę ze sobą. Super. WW

Pozostałe