Jak Pawełek historię Olsztyna poznaje #16

  • 08.10.2019, 08:48 (aktualizacja 08.10.2019, 09:55)
  • Tekst pochodzi z archiwum „Nowego Życia Olsztyna”
Jak Pawełek historię Olsztyna poznaje #16
Pewnego dnia przyszedł do mnie mój stryjek Ryszard. Rzadko mnie odwiedza, więc byłem bardzo ciekawy, co go sprowadza. Siedliśmy przy stoliku na wprost akwarium, popijając kwas chlebowy i rozpoczęliśmy rozmowę. Nie wiedziałem, że wujek jest fanem naszej historycznej rubryki. 

– Wiesz –powiedział – znam Jacka bardzo długo, a nie wiedziałem, że pasjonuje się historią Olsztyna. Te historie nawiązujące do widokówek i starych zdjęć są bardzo interesujące. Niektórych rzeczy, nawet ja, osoba długo mieszkająca w Olsztynie, nie wiedziałem. Zastanawiałeś się dlaczego ciebie odwiedziłem? To jest związane z waszymi artykułami. Nie miałem ostatnio kontaktu z Jackiem. Widziałem go ostatni raz w Hiszpanii, gdzie razem wypoczywaliśmy w Alicante. Bardzo lubiłem, leżąc na piachu nad morzem, słuchać jak opowiadał o przygodach ze swoich wojaży po świecie. Były bardzo zabawne. Zastanawiałem się czy rzeczywiście je przeżył, czy zmyślił? Ale to, co opowiada o Olsztynie, to raczej prawda, bo niektóre rzeczy sprawdziłem. Do rzeczy! – stryj otworzył teczkę i wyciągnął z niej fotografię. – Wiem, że w Olsztynie kursowały tramwaje, ale tego miejsca ze starej pocztówki nie mogę zlokalizować. Poproś Jacka. Może on coś ciekawego opowie.
W ten sposób kolejny raz trafiłem do Jacka Panasa. – Oj Pawełku! – od tego zaczął spotkanie nasz redakcyjny historyk amator. – Znowu masz fotografię i chcesz abym o niej opowiedział. Czy nie możesz do mnie przychodzić zamiast ze zdjęciami, to z ciekawymi pytaniami? No pokaż tę fotkę – pan Jacek wziął zdjęcie przekazane przez wujka i przyjrzał się mu uważnie. – Pawełku! Powiedz Ryśkowi, że nie miał prawa zlokalizować przedstawionego na zdjęciu miejsca, bo w takim kształcie ono już nie istnieje. Gdy przyjechałem do Olsztyna w latach 50. ubiegłego wieku, to w użyciu była jeszcze nazwa Koński Targ. Nie handlowało się już tam zwierzętami, ale można było kupić motocykl czy jakiś inny pojazd. Mimo to pamiętam końskie łajno i rozrzuconą na bruku słomę. Tu również zdawało się egzamin na motocyklowe prawo jazdy. O samochodowym nawet się nie marzyło, bo takich pojazdów prawie nie było. Zainteresowanie nimi było znikome, chyba że ktoś znalazł w stodole poniemieckie auto.
Oficjalna powojenna nazwa tego miejsca, to plac Franklina Roosevelta, na cześć prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Plac miał w przybliżeniu kształt trójkąta. W miejscu, gdzie obecnie zorganizowano parking, stały parterowe domki. W jednym z nich znajdował się sklep z firanami i tkaninami. W pobliżu biegła wąska uliczka oddzielająca zielony skwer z ławkami od ulicy Mochnackiego, która krzyżowała się z Osińskiego, Niepodległości i Pieniężnego. Tutaj także dochodziła ulica Orkana i tu był właśnie wjazd na Koński Targ. W tym miejscu między innymi zaczynała się trasa autobusu nr 5, który jechał do Dajtek i do Likus. Ten cały obszar nazywamy placem Roosevelta, chociaż właściwy plac, to tak naprawdę tylko okolice skrzyżowania. Przy ulicy Pieniężnego tuż przy placu stały kamienice, pawilony handlowe, sklepik spożywczy i stacja benzynowa. Gdy budowano nową ulicę Niepodległości, wszystkie domy rozebrano. Stoi tam teraz McDonald’s.
Wróćmy do fotografii. Gdy w Olsztynie uruchomiono tramwaje, ostatni przystanek trasy nr 1 znajdował się na Targu Końskim. Na zdjęciu uchwycono właśnie ten tramwaj. Z prawej strony widać rzeźbę Chrystusa Upadającego pod Krzyżem, zwaną też Bożą Męką. Prawdopodobnie wykonano ją w 1710 r. zaraz po epidemii dżumy. W 1937 r. niemieckie władze przeniosły ją do skwerku przy skrzyżowaniu ulic Warszawskiej z Jagiellończyka, gdzie stoi do dzisiejszego dnia.
I jeszcze jedna ciekawostka z tego rejonu miasta. Po II wojnie światowej przy ulicy Mochnackiego istniała dzielnica żydowska, z bardzo znanym zakładem rymarskim, który mieścił się „domku Abrahama” efektownie przebudowanym w 1904 r. przez Żyda Abrahama Brünna. Nieco później w pobliżu był jedyny w mieście zakład, gdzie można było naładować akumulator i poniklować np. ramę do roweru. Na koniec mojej opowieści powiem ci Pawełku, że tam, gdzie teraz sprzedają auta, kiedyś wytwarzano wozy konne, dorożki, a także montowano automobile. To było dawno temu, ani ciebie, ani mnie nie było jeszcze na świecie!
Opowieści Jacka Panasa wysłuchał Paweł Lik
 

Tekst pochodzi z archiwum „Nowego Życia Olsztyna”
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.zycieolsztyna.eu z siedzibą w Olsztynie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe