Śpiewam tak, jak to odczuwam w życiu

  • 15.01.2020, 15:21
  • Andrzej Zb. Brzozowski
Śpiewam tak, jak to odczuwam w życiu Foto: Tomasz Bielewski  
Łukasz Jędrys – olsztyński muzyk, kompozytor, autor tekstów i wokalista. Od wielu lat związany z nurtem piosenki literackiej i poetyckiej. W jego twórczości można jednak także znaleźć elementy bluesa, folku i rocka. Wielokrotny laureat różnego rodzaju festiwali piosenki, miedzy innymi na Olsztyńskich Spotkaniach Zamkowych Śpiewajmy Poezję i Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie.

Podobno zacząłeś grać na gitarze trochę z musu?
Jak miałem 7 lat, mama wysłała mnie do szkoły muzycznej, a tam stwierdzono, że mam predyspozycje do grania na gitarze. Dzieci w szkole muzycznej nie wybierają instrumentu, decyzja zapada na egzaminie. Można oczywiście coś zasugerować. Powiedziałem, że podoba mi się gitara, bo bardzo miła była pani, która prowadziła ten egzamin (śmiech).

Dlaczego akurat zainteresowałeś się poezją?
Wcześniej grałem w zespołach rockowych, ale nie potrafiłem współpracować z ludźmi. Demokracja w zespole mnie zabijała i strasznie mnie irytowało, że komuś podoba się coś innego niż mnie, że trzeba się dogadać i iść na kompromisy. Usłyszałem kiedyś Roberta Kasprzyckiego, który sam sobie wszystko pisze i sam wszystko robi, i tak powoli sam zacząłem pisać autorskie piosenki.

Twoja muzyka to nie tylko piosenka poetycka, są w niej elementy folku, rocka a także ambitnego popu.
Poezja śpiewana ma formułę nieprzystającą do obecnych czasów. Granie przysłowiowego a-mol na gitarze klasycznej to już kompletna nuda. Nigdy nie byłem fanem klasycznej poezji śpiewanej. Dla mnie muzyka jest piękną formą wzbogacenia tekstu. Uważam, że tekst jest najważniejszy i trzeba go dobrze przekazać. Wtedy piosenka niesie jakąś artystyczną jakość. Formuła muzyczna poezji śpiewanej jest kompletnie wyczerpana. Zwłaszcza ta z lat 70. i 80., gdzie królował bard z gitarą. Młodzi ludzie piszący świetne teksty, szukają bardziej rozbudowanych, ciekawszych form wyrazu. 

Co Ci dało wygranie Spotkań Zamkowych?
Dokładnie nic. Nie ma o czym mówić. Może tylko to, że ludzie w Olsztynie wiedzą, że wygrałem. To jest taki laur, który fajnie mieć. Ale nie spowodował on, że coś nagle ruszyło do przodu. W świecie show biznesu, takie laury nie są uznawane w jakiś spektakularny sposób. Jak zadzwonię do wydawcy płyt i powiem, że wygrałem Spotkania Zamkowe, to usłyszę, że wolałby, abym był półfinalistą Voice of Poland (śmiech). 

Kiedyś można Cię było spotkać i posłuchać na olsztyńskiej starówce. Grywasz jeszcze „na stricie”?
Czasami tak, bo bardzo to lubię. Ten rodzaj prezentacji artystycznej, ten rodzaj spotkania z publicznością. To zupełnie się różni od prezentowania swoich piosenek jako nagrania, płyty, koncertu. Tutaj nie jest tak, że ludzie specjalnie przychodzą, aby mnie posłuchać. Muszę ich w jakiś sposób zaciekawić formą prezentacji, jakoś zwrócić na siebie uwagę i zatrzymać. Kiedyś był to sposób dorabiania na studiach, teraz pewna forma testowania nowych piosenek. 

Kiedy zacząłeś pisać własne piosenki?
W czasach nastoletnich. Pierwsze próby to były zespoły rockowe. Dopiero później nauczyłem się pisania z sensem. Początkowo to było wyrzucanie z siebie pewnych myśli. Wydaje mi się, że tak naprawdę fajne rzeczy napisałem w ciągu ostatnich pięciu lat. Wcześniej to były takie próby. Bardzo różne próby i z bardzo różnym skutkiem. 

Co Cię inspiruje w tekstach i muzyce?
Jeżeli chodzi o teksty, to staram się, w jak najciekawszy sposób, przekazać myśl, jaką mam w danej chwili lub różne życiowe doświadczenia. One mnie popychają do zamknięcia tego w formie słowno-muzycznej, we własnej poetyce. Natomiast, jeżeli chodzi o muzykę, to inspiruje mnie dosłownie wszystko, co mi się podoba. Nie ma takiej jednej nuty, w której stronę chciałbym iść. Jest tego bardzo dużo, więc trudno mówić o jakichś konkretnych inspiracjach.

Śpiewasz bardzo emocjonalnie, ale nie zawsze ekspresyjnie.
Staram się być po prostu sobą w tych piosenkach. W każdym utworze mamy trzy rzeczy: tekst, muzykę i wykonanie. Wszystkie muszą ze sobą współgrać. Dlatego wykonuje swoje utwory zawsze w jakiś sposób emocjonalnie. Raz jest to emocja stosunkowo silna, innym razem spokojniejsza. Śpiewam tak, jak to odczuwam w życiu. 

Twoje propozycje artystyczne nie są chyba dla masowego odbiorcy. Czy są bardziej kameralne?
W naszym artystycznym świecie jest tak, że nasza publiczność starzeje się, a brakuje nowych, młodych fanów. Ale, choć klasyczna poezja śpiewana z wolna odchodzi do lamusa, dookoła jest pełno songwriterów, każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię i oni mają swoją młodą publiczność. I w tę stronę chyba trzeba iść, żeby istnieć artystycznie.

Tworząc, bardziej skupiasz się na tym co chcesz zaprezentować, czy bierzesz też trochę pod uwagę, jak na to zareaguje publiczność?
Mój proces twórczy jest bardzo złożony i różnoraki. Zdarzało się, kiedy jeździłem na festiwale, że pisałem piosenki pod takie właśnie wydarzenia. Czasami piszę piosenki, aby mnie się podobały, czasami… bo czas mnie goni. Tak było w przypadku mojej debiutanckiej EP-ki, gdzie musiałem dopisać dwa numery, bo nie mogłem wybrać żadnego, z tych, które już miałem. Nie mogę się skupiać na tym, co sobie pomyślą odbiorcy słuchając moich piosenek. Nie jest to dobre. Mogę o tym myśleć w kategoriach jakichś próbek muzycznych, ale nie w kategoriach o czym jest piosenka. Nie wiem, czy potrafię śpiewać o tym, o czym ludzie chcieliby słuchać. Wolę zaśpiewać o tym, co dla mnie ważne, ale w taki sposób, żeby chcieli tego słuchać. 

Masz już za sobą debiutancką EP (mini album). Chyba już najwyższy czas na wydanie autorskiej płyty?
Nie ma czegoś takiego, jak najwyższy czas. Jak wyjdzie… to wyjdzie. Takich rzeczy nie wolno przyśpieszać. Jeżeli zaistnieje we mnie jakaś większa potrzeba twórcza, to na pewno takie piosenki powstaną bardzo szybko. Tylko do tego trzeba usiąść, ta chwila musi po prostu przyjść. Czasami pojawiają się jakieś pomysły, aż w końcu wpadnę w szał tworzenia i będzie z tego płyta (śmiech). 

Przyszedł teraz czas na anegdotę.
Jak zapewne słyszałeś, ukradziono mi gitarę na olsztyńskiej starówce. Wrzuciłem akcję na Facebooku, w ciągu jednego dnia udostępniło to ponad 3 tys. internautów. Zdarzenie miało miejsce we wtorek, a ja w czwartek miałem grać na Spotkaniach Zamkowych. W środę „Gazeta Olsztyńska” umówiła się ze mną, aby to opisać, miałem też zrobić wywiad w telewizji, w tej sprawie, a tu raptem dostaję telefon od nieznanego mi człowieka, który mówi, że wie, gdzie jest moja gitara i że mi ją przywiezie. Nie wiem, w jaki sposób ją odzyskał, ale na parę godzin przed występem odzyskałem swoją gitarę. 

Dziękuję za rozmowę
 

Andrzej Zb. Brzozowski

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.zycieolsztyna.eu z siedzibą w Olsztynie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe