Tekst piosenki zawsze musi mówić o czymś ważnym

  • 31.03.2019, 23:08 (aktualizacja 05.04.2019 06:23)
  • Andrzej Zb. Brzozowski
Tekst piosenki zawsze musi mówić o czymś ważnym Fot. Łukasz Pepol
Cezary Makiewicz – olsztyński twórca i wykonawca muzyki country. Znany szerokiej publiczności jako autor i kompozytor piosenki „Wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa”, która jest nieoficjalnym hymnem Pikniku Country. W plebiscycie branżowego dwutygodnika „Dyliżans” od wielu lat zdobywa uznanie jako najlepszy autor, kompozytor i wykonawca tego gatunku. 

Skąd się wzięły Twoje zainteresowania właśnie muzyką country czy może masz jakieś kowbojskie korzenie?

Wiele razy sam sobie zadawałem to pytanie. Być może wynika to z tego, że ta muzyka kojarzy mi się z przyrodą, otwartością, przestrzeniami, jeziorami, szumem wiatru i fal. Urodziłem się właśnie w takiej okolicy. Poza tym w latach siedemdziesiątych nadawano w telewizji wiele westernów i ścieżka muzyczna w tych filmach zaczęła zwracać moją uwagę. Zwłaszcza melodyjność piosenek. Część z nich została adoptowana na grunt polski. Przecież, na przykład, popularna piosenka z tekstem „było morze, w morzu kołek...” to melodia z filmu „Rio Bravo”. 

Muzyka, którą tworzysz, nie jest jednak klasyczną muzyką country?

Wychowywałem się na różnych gatunkach muzycznych. Słuchałem dużo muzyki poważnej, poezji śpiewanej. Lubiłem muzykę i dlatego chłonąłem wszystko, co było pod ręką. Kiedyś tata przyniósł jakąś płytę z muzyką Beethovena. Słuchając zdarłem prawie wszystkie rowki w tej płycie. Beethoven ma wspaniałą melodykę, a ja uwielbiam wszystko, co jest melodyjne. 

Twoje piosenki, w warstwie tekstowej, również mają niewiele wspólnego z kowbojami?

Zrozumiałem, że można opowiedzieć o wielu sprawach prostymi słowami, w fajny sposób. Tekst zawsze musi mówić o czymś ważnym. Na tym polega muzyka country. Nawet jeżeli sama melodia jest lekka i frywolna, to opowieść ma jakąś historię i puentę. Teraz, we współczesnej muzyce np. pop, mówi się, że jak piosenka o czymś opowiada, to jest to piosenka zaangażowana. 

Jaka jest Twoim zdaniem różnica (jeżeli jest) pomiędzy polskim country, a tym klasycznym, amerykańskim?

Mogę mówić tylko za siebie. Nigdy nie starałem się stylizować. Mam natomiast wielu kolegów w branży, którzy starają się być bardzo blisko mainstreamu, w warstwie brzmieniowej i wokalnej. 
Moja muzyka natomiast jest połączeniem rożnych gatunków, które mnie fascynowały i fascynują. Uwielbiam Beatlesów, zespół Pink Floyd, ale i Żannę Biczewską. Słucham najprzeróżniejszych rzeczy, które mnie inspirują. 

Twoje pierwsze muzyczne kroki były związane z muzyką bluegrass, czyli też blisko country?

W 1988 roku, wspólnie z kolegami, których poznałem na Pikniku Country w Mrągowie, założyliśmy zespół Little Maggie, który grał taką ludową odmianę muzyki country. Nazwa bluegrass nawiązuje do koloru trawy w amerykańskim Kentucky, tak zielonej… że aż niebieskiej (śmiech). To była dość specyficzna muzyka. Trochę bazowała na konstrukcji jazzowej, gdzie się śpiewało zwrotkę, potem było solo, kolejna zwrotka, jakiś refren i znowu solówka. Bardzo użytkowa muzyka. Dawniej służyła do tego, żeby robić niedzielne potańcówki, po całym tygodniu pracy. Wykorzystywano tylko instrumenty akustyczne. Przede wszystkim skrzypce i banjo, bo były to instrumenty stosunkowo głośne oraz gitary i kontrabas. To podstawowe instrumentarium kapeli bluegrassowej. Takie były początki muzyki country. 

Od kilku lat jesteś stałym laureatem głównych nagród, w najważniejszych kategoriach, plebiscytu branżowego dwutygodnika „Dyliżans” poświęconego muzyce country.

Najciekawsze w tym jest to, że w głosowaniu bierze udział środowisko związane z muzyką country. W dużej mierze jest ono bardzo ortodoksyjne i nie do końca uważa mnie za wykonawcę tego gatunku. Nie mam klasycznej stylistyki, zwłaszcza w warstwie muzycznej. Dlatego niektórzy trochę się krzywią, ale chyba pomimo tego mnie lubią i doceniają to, co robię. Czas jednak ustąpić miejsca młodszym kolegom (śmiech).

Masz tę możliwość, o której marzy wielu twórców, czyli własne studio nagrań, gdzie możesz realizować swoje pomysły.

Wiele lat temu, kiedy istniały nieliczne studia nagrań, były one bardzo drogie. Nagranie płyty, to było spore przedsięwzięcie finansowe. Zacząłem więc gromadzić odpowiedni sprzęt, zaadoptowałem piwnicę i od kilkunastu lat mam własne studio i dodatkowe zajęcie. Zostałem realizatorem dźwięku. Trochę z musu, ale czuję, że się do tego nadaję (śmiech). 

Większość fanów muzyki country w Polsce chyba jednak kojarzy Cię z piosenką „Wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa”? 

Jedni mówią, że to przekleństwo, inni, że błogosławieństwo. Myślę, że jest wielu takich muzyków czy kompozytorów, którzy chcieliby mieć jakiś utwór rozpoznawalny przez odbiorców i kojarzący z nim wykonawcę. Jak mówi klasyk, najbardziej lubimy te piosenki, które już słyszeliśmy. Mam dowody na to, że nie jest to jedyna moja piosenka, która podoba się słuchaczom (śmiech).

Potrafisz także dzielić się swoim talentem, prowadząc zespoły wokalne?

Współpracowałem kiedyś w Olsztynku z dwiema wokalnymi grupami żeńskimi. Teraz opiekuję się zespołem wokalnym Koła Gospodyń Wiejskich w Rusi o swojsko brzmiącej nazwie Baby Ruśki. 

Nagrałeś z grupą Babsztyl kultową płytę „Stoi łoset kele drogi” na której śpiewasz gwarą warmińską, skąd ten pomysł?

Taką propozycję złożył nam dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku. Korzystaliśmy z tekstów znalezionych w starych śpiewnikach. Na konsultanta wzięliśmy znanego popularyzatora gwary warmińskiej Edwarda Cyfusa. Świadomie zrezygnowałem z niektórych melodii oryginalnych. Zwłaszcza, że w oryginale do jednych melodii było kilka tekstów. Słyszałem, że podobno jedną z tych piosenek Chińczycy uważają za swoją (śmiech). Płyta jest trochę folk, trochę pop, trochę w stylu country, z elementami bluegrassu i dużo śpiewania na głosy, bo to lubię najbardziej.

Powoli stajesz się twórcą międzynarodowym, zwłaszcza kiedy Twoja sztandarowa piosenka została nagrana przez popularną amerykańską kapelę.
 
W 2016 roku zaprzyjaźniony duet z USA Smythe & Taylor nagrał amerykańską wersję piosenki „Wszystkie drogi...” pt. „Every Road Will Lead You To Mrągowo” i umieścił na płycie „Things Have Changed”. Już wcześniej myślałem, aby ją przetłumaczyć. Amerykanie, przyjeżdżający na Piknik do Mrągowa zawsze się dziwili, co to za piosenka, którą śpiewa cały amfiteatr. Teraz przynajmniej wiedzą, o czym ona jest.

 

Andrzej Zb. Brzozowski
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.zycieolsztyna.eu z siedzibą w Olsztynie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe